Czy mieliście tak, że wybuchło wam stado motylków w brzuchu? Ja mam tak za każdym razem gdy Emir do mnie napisze. Teraz mam go spotkać na żywo. On ma się ruszyć. To już nie będzie zdjęcie. Będzie oddychać, ale za to ja chyba przestanę.
-Proszę zapiąć pasy. Podchodzimy do lądowania.-usłyszałam głos jednego z pilotów i nagle moje serce się zatrzymało. Dosłownie.
-Ejj... uspokój się. Wszystko będzie dobrze. Naprawdę. Nie ma się czym martwić.-Madzia starała się mnie pocieszać całą drogę, ale to było na nic. Z resztą o trudnych sytuacjach w moim życiu dowiadywała się pierwsza. Magda jest zawsze. Nawet gdy jej nie chce. Ona po prostu jest. Sama nawet zaoferowała, że może ze mną pojechać do Turcji. I strasznie jej za to dziękuje. . Nie zamieniłabym jej na żadną inną.A tak w ogóle to Emir i Firtat mają po nas przyjechać na lotnisko.
-Nie wiem stresuję się. A jak mu się nie spodobam? Co w tedy? Wrócę do domu i będę udawać, że się nie poznaliśmy?
-Nie histeryzuj tak.-taa... zawsze mogę na nią liczyć.
-Dzięki.-i w tym momencie koła samolotu zetknęły się z ziemią uświadamiając mi, że jestem o wiele bliżej Emira niż zazwyczaj. Gdy samolot stanął mogliśmy brać nasze podręczne bagaże, żeby iść po normalne. Gdy stanęłam na schodach samolotu gorący wiatr muskał moją twarz a słońce grzało mocno a ja byłam w dresach :
A Magda w spódniczce :
Nie wiem jak ona może w tym chodzić. Ja spódniczki lub sukienki zakładam na imprezy i święta. Na normalny dzień spodnie albo spodenki. A do tego jeszcze te buty. Ja z butami mam podobną historie co z spódniczkami i sukienkami. Byłyśmy już przy taśmie i czekałyśmy na nasze walizki :
Chyba możecie się domyśleć która jest moja. Gdy już miałyśmy nasze walizki poszłyśmy do wyjścia z tego pomieszczenia. A to był najtrudniejszy moment. Po 15 minutach nerwowego obgryzania paznokci postanowiłam się ruszyć. Byłyśmy w tym czym bo lotniskiem tego nazwać nie można. To jest miejsce większe od Tytanica. Ale najgorsze jest, że w tym Tytanicu nie ma Emira ani nawet Firtat.
-Gdzie oni są?-zapytałam Madzi.
-Tylko nie płacz ok?
-Za piędź minut nawet nie będziesz miała o co prosić-powiedziałam.
-Tam są-usłyszałam i od razu się odwróciłam. Zbladłam. Nie miałam pojęcia co się dzieję. Gdy nasze oczy się spotkały Emir jak biegł tak teraz stoi. Zatkałam usta dłonią próbują nie płakać, ale gdy zaczęłam biec w kierunku chłopaka nie mogłam się powstrzymać. Rzuciłam się na niego jak głodny pies na mięso. Gdy poczułam jak obraca się wokół własnej osi uwalniając zapach jego perfum uśmiechnęłam się. Poczułam jego włosy między moimi palcami. Cały czas płakałam. Nie mogłam przestać.Bałam się, że obudzić i nigdy więcej nie poczuć jego perfum. Bałam się, że te wszystkie lata to tylko sen albo wytwór mojej wyobraźni. Gdy stanęłam na ziemi mogłam w końcu zobaczyć jego oczy. Miał brązowe. Nie takie zwykłe brązowe. W głębi duszy wiedziałam, że to mój kolor. Przeznaczony specjalnie dla mnie. I tylko dla mnie. W moich można tylko zobaczyć łzy. Łzy szczęścia. Które nie wiem czy kiedykolwiek przestaną lecieć. Emir podniósł rękę i wytarł mój mokry policzek od łez który teraz się palił pod jego dotykiem. Chciałam coś powiedzieć, ale zauważyłam, że zbliżają się nasze twarze do siebie. Gdy nasze usta się spotkały w moim brzuchu wybuchło stado motyli. To uczucie. Nigdy takiego nie doznałam. Cała się w środku paliłam. Moje serce skakało z radości. Zarzuciłam ręce za szyje a on chwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie. Gdy oderwał usta od moich poczułam zawiedzenie, ale zaraz zamienił się w wstyd. Wszyscy ludzie na lotnisku nam klaskali. Uśmiechnęłam się do Emira a on do mnie.
-Chodź do domu-powiedział, zabrał moją walizkę i złapał mnie za rękę. Gdy siedziałam w samochodzie wiedziałam, że to nie sen.
---------
Iiiiii..... oto pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się podoba. Myślę, że następny będzie niedługo.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz